Tratwą przez Bałtyk

61 lat temu, w oceanie zakazów, kolczastych drutów i bronowanych plaż, gdy nieznane jeszcze były słowa "sponsor" i "marketing", a wyjazd do Czechosłowacji stanowił wydarzenie rangi krajowej, Andrzej Urbańczyk, mieszkaniec Łeby, student Politechniki Gdańskiej, postanowił wraz z trójką innych narwańców przepłynąć świerkową tratwą cały "bezkresny" Bałtyk.

28 sierpnia 1957 r. tratwa NORD, samodzielnie skonstruowana przez śmiałków na nabrzeżu łebskiego portu, wypłynęła z Łeby. 7 września w sztormowej pogodzie dotarła do szwedzkiej wyspy Lilla Karlsoe.

Tratwą przez Bałtyk

Szanowni Państwo - powiedział 40 lat później Andrzej Urbańczyk, pomysłodawca i kapitan rejsu - Wyprawa "Tratwą przez Bałtyk", mimo swej atrakcyjnej niezwykłości, w wymiarze czasu i przestrzeni była małym rejsem. 10 dni żeglugi. 300 mil drogi. To wszystko... Była jednak owym "małym, lecz znaczącym krokiem", o którym mówił na Księżycu Niels Armstrong. No cóż - pierwszy samolot przeleciał zaledwie 200 metrów, pierwsze radio działało na odległość kilku kroków, a pierwszy silnik spalinowy w ogóle nie chciał się obracać... I w takiej właśnie konwencji chciałbym, by widziano dziś eskapadę na sześciu świerkowych pniach. Dziś, gdy żeglujemy lepiej i szybciej na odległości setki razy większe.

W roku 1957, już po zakończeniu wyprawy NORD, "Sztandar Młodych" napisał: "Największym osiągnięciem tych czterech młodych żeglarzy jest to, że w ogóle udało się im wypłynąć..." Prawda, najprawdziwsza prawda. Panujący system nie przewidywał bowiem żeglowania po morzach, ani podróży do innych krajów - elementarnych praw wolnego człowieka. Przewidywał natomiast i realizował: bronowanie plaż, druty kolczaste i kartoteki o nieograniczonej liczbie stronic. Wolność - i nie jest to poetycka fraza - wywalczyli ludzie, płacąc za nią nie raz najwyższą cenę. Walką o morza i oceany, walką o otwarty świat była również, w jakiś może niewielki, ale wymierny sposób, nasza wyprawa.

Andrzej Urbańczyk - żeglarz i pisarz.

Podróżujący na jachtach po całym świecie, często samotnie z kotem Myszołowem. Na pierwszy rejs wyruszył na tratwie Nord 28 sierpnia 1957 roku. Obecnie mieszka w Kalifornii (lub na morzu). Do niedawna często pomijany przy wyliczaniu polskich żeglarzy, gdyż opuścił Polskę w sposób niezgodny z obowiązującymi na początku lat 70 przepisami.

Wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako światowy rekordzista w samotnych rejsach. (ponad 75 000 mil morskich w samotności). Jako jedyny Polak przepłynął ponad 100 tys. mil pod żaglami na wszystkich oceanach (więcej niż Krzysztof Baranowski). W samotnych rejsach spędził łącznie 750 dni. Jest autorem ponad 30 książek marynistycznych, wydanych łącznie w ponadmilionowym nakładzie. Napisał także setki artykułów w tym wiele do prestiżowego pisma Latitude 38 jeszcze zanim stało się popularne. Także autor science-fiction (opowiadania). Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Niektóre rejsy Andrzeja Urbańczyka: