poniedziałek, 20 listopada 2017

12 w skali Beauforta

O losie Łeby decydowały na przestrzeni wieków żywioły: kapryśna, zmieniająca swe ujście rzeka, niosące suchą śmierć wędrujące „wydmuchy” i przede wszystkim morze, odzywające się w łebskim zakątku sztormami o wyjątkowej sile i atakujące tajemniczą falą zwaną Niedźwiedziem Morskim.

Pierwsza udokumentowana wzmianka o wielkim sztormie w Łebie pochodzi już z 1283 r.  Następna z 1309 r., kiedy to w wyniku ataku morza Łeba utraciła nadbrzeżny las. Morze zawłaszczyło sobie wówczas położony ok. 1,5 km na zachód od obecnego ujścia rzeki Łeby pas drzew, wdzierając się głęboko w ląd.  Kolejne katastrofalne burze pustoszyły osadę w latach 1396, 1441, 1449 oraz 1467. Doprowadziły one do całkowitego zapiaszczenia ujścia rzeki Łeby i systematycznego przemieszczania się jej koryta. Ogromny sztorm, który zaatakował Łebę 15 września 1497 r. tak bardzo przesunął ujście rzeki na wschód, że miasto nagle znalazło się po jego zachodniej stronie.  Ale dopiero tragiczny sztorm styczniowy z 1558 r., trwający nieprzerwanie trzy dni, a wg niektórych zapisów aż sześć, zmusił łebian do przeniesienia miasta dalej na wschód, na obecne miejsce. Tych, którzy mimo niebezpieczeństwa pozostali w Starej Łebie, sztorm z lata 1570 r. wypędził ostatecznie.

 

Zagłada Starej Łeby

Zbliżało się południe. Żar płynął z bezchmurnego nieba, powietrze drgało nad rozpaloną czerwienią murów, aż trudno było oddychać. Ulice miasta, zazwyczaj pełne gwaru, świeciły pustką. Zamknięto sklepy i warsztaty, właściciele gospód bezczynnie wysiadywali na progach. Tego dnia wielu mieszkańców Łeby wyjechało do Gdańska na doroczny jarmark.

Dla pozostałych w mieście kobiet był to dzień wolny od zwykłej krzątaniny. Zrobiły więc szybko porządek w domach i obejściach, a następnie zabrały ze sobą dzieci i udały się nad brzeg morza, aby nieco odpocząć i pogwarzyć o gospodarskich sprawach.

I właśnie wtedy, jak grom z jasnego nieba, spadło na nich nieszczęście. Pociemniało nagle, zerwał się gwałtowny wicher i ostrym powiewem wzburzył powierzchnię spokojnej dotąd toni. - Burza nadchodzi, uciekajmy co rychlej! - odezwały się zewsząd głosy ostrzeżenia. Tumany sypkiego piasku uniosły sie w górę i niesamowitą szybkością pędziły w kierunku miasta, niszcząc wszystko, co spotykały na drodze. Ktoś pobiegł do kościoła, by dźwiękiem dzwonów przestrzec mieszkańców okolicznych wiosek przed grożącym niebezpieczeństwem. Zaledwie jednak wdrapał się na schody i dotknął sznurów, wieża runęła z łoskotem i zasypała nieszczęśnika warstwą gruzu. Zerwane wściekłym porywem wichru dzwony uleciały w przestrzeń, niosąc jękliwym głosem żałobną wieść do najdalszych zakątków kraju.

Nagle wiatr jakby trochę przycichł. Strwożeni mieszkańcy Łeby czym prędzej wybiegli z domów i – przedzierając się przez zwały piasku – uciekali w głąb lądu, aby uratować przynajmniej własne życie. Już wydawało się, że ocalenie jest bliskie. Z najwyższym trudem dotarli do położonego w pobliżu miasta, porośniętego lasem wzgórza, gdzie mieli nadzieję przeczekać nawałnicę, by potem wrócić do domów i usunąć szkody. Próżno jednak wytężali wzrok – nad miastem unosiła się gruba warstwa wirujących w powietrzu niezliczonych ziarenek piasku, przesłaniając zarysy ulic i kształty budynków. Lecz oto wicher zawył znowu ze wzmożoną siłą, piekielne moce rozpętały się na nowo. Nieszczęśni rozbitkowie zauważyli nadbiegającą od strony morza, sięgającą po niebo falę, na grzbiecie której unosiła się ogromna skrzydlata łódź.

-         Czarny Lewiatan! - rozległy sie pełne rozpaczy głosy.

-         Teraz jesteśmy zgubieni!

Nieprzebrane masy wody runęły na miasto, rozlały się po okolicy, dosięgły nawet stóp wzgórza, na którym zbici w gromadę ludzie czekali z trwogą w sercach swej ostatniej godziny. Zdawało się, że nic już nie zdoła uratować ich od śmierci. Stopniowo jednak furia żywiołu słabła. Ustał wicher, przez postrzępione chmury zaczęły przeświecać skrawki błękitu. Morze wróciło w swe dawne łożysko i stało znów jak przedtem ciche, spokojne. Tylko po dawnym mieście nie zostało ślad. Ciężar mas wodnych wtłoczył je głęboko w ziemię, reszty zaś zniszczenia dokonały wędrujące piaski.

Pozostały jedynie ruiny kościoła św. Mikołaja – milczący świadek zagłady nadmorskiego grodu.

według Gracjana Bojara - Fijałkowskiego

zdjęcie Marek Glegoła

Godziny otwarcia

poniedziałek-czwartek 12-19
piątek 8-19
sobota 10-14

Kontakt

ul. 11 Listopada 5a [mapa]
84-360 Łeba
Tel. +48 059 8661723
Fax +48 059 8661723
NIP: 8411338650
Napisz do nas e-mail

Polub nas na Facebook'u Muzyka Kontakt Kontakt Kontakt