środa, 22 listopada 2017

KATASTROFA SAMOLOTU W ŁEBIE : relacje łebian

Katastrofa wydarzyła się prawdopodobnie w 1964 roku. Był koniec roku szkolnego (maj lub czerwiec), południe. Zbieraliśmy się przed szkołą, ponieważ mieliśmy iść na wycieczkę klasową. Z daleka było słychać nisko lecący samolot. W pewnej chwili usłyszeliśmy huk niedaleko morza. Nasza nauczycielka pani Kowalska wystraszyła się, ponieważ w domu zostawiła małe dziecko. Pan Kowalski, który prowadził lekcję na boisku, przeskoczył przez ogrodzenie i pobiegł w stronę domu. My pobiegliśmy za nim. Na miejscu byliśmy po kilku minutach. Zobaczyliśmy szczątki palącego się samolotu i ścięte drzewa. Szczątki samolotu i pilotów były wszędzie porozrzucane i jeszcze się tliły. Po jakimś czasie przyjechała milicja i wojsko. Zabezpieczyli teren i kazali nam wszystkim odejść.

Ryszard Stańczykowski

 

Byłam w domu. Gdy usłyszałam huk, pobiegłam na miejsce wypadku. Samolot leciał nisko nad drutami. Las był skoszony. Drzewa były pościnane. Teren został ogrodzony. Ktoś w białych rękawiczkach zbierał szczątki na płachtę. W katastrofie samolotu zginął młody pilot. Miał 23 lata. Była propozycja nazwania ulicy koło Morskiego Oka jego nazwiskiem, jednak nie przeszła.

Danuta Borkowska

To był rok 1965, przed sezonem. Mieszkałam na ulicy Wojska Polskiego. Byłam w domu z dziećmi. Była pora obiadowa. Huk był tak okropny, że zatrzęsły się szyby, a naczynia zjechały ze stołu. Ubrałam dzieci i poszłam zobaczyć co się dzieje. Po drodze minęłam przedszkolanki, które szły z dziećmi na spacer. Teren obstawiła milicja. Samolot leciał nisko od strony plaży wprost na Profilaktyczny Dom Zdrowia. Ludzie mówili, że zahaczył o wydmy. Widziałam jak w lesie paliła się dłoń pilota. On miał się żenić. Przyjechała jego narzeczona i rodzina.

Waltraut Górska

Na miejsce katastrofy poszedłem po powrocie z pracy, bo usłyszałem, że Morskie Oko zniknęło z powierzchni ziemi. Samolot poleciał nad morze, nakręcił i chciał przelecieć pod linią wysokiego napięcia. Pilot źle obliczył odległość, samolot zahaczył o wydmy i się rozbił. Śmigło leciało prosto na Morskie Oko.

Zwłoki pilota wisiały na gałęziach. Po wypadku przyjechał ojciec pilota i potwierdził, że są to zwłoki jego syna.

Edward Kasprzak

Chodziłem wtedy do szkoły w Gdyni. W dzień katastrofy byłem na plaży i akurat wracałem do domu. To był samolot jednoosobowy. Najpierw poleciał nad morze, ale zepsuły mu się stery. Nie mógł wznieść się do góry. Przeleciał pod drutami, zawadził ogonem o wydmy, następnie przeleciał kawałek lasem, ściął czubki drzew i spadł. Na miejscu katastrofy jako pierwsi byli moja mama i Henio Pająk. W ciągu godziny przyleciał helikopter. Pilot powiedział milicjantom, że to samolot z Babich Dołów IŁ-16, albo 17? Dowódca mówił, że pilot za tydzień miał się żenić. Zbieraliśmy szczątki pilota do pudełka, a potem zakopaliśmy to pudełko przy płocie przy Wisełce. Huk był tak mocny, że w zakładzie fryzjerskim przy Kościuszki pękły szyby.

Tadeusz Miąskiewicz

Jak rozbił się samolot to byłem na stoczni. Dwa wybuchy były. Poszła fama, że w nowej szkole wysadziło kocioł. Myśmy polecieli tam, bo miałem córkę w szkole. Jeszcze nikogo nie było. Samolot przeleciał obok radaru pod drutami, uderzył w wydmę, a ogon co się oderwał, spadł przed Morskim Okiem. Tam, gdzie był ośrodek Urzędu Morskiego. Wyciął las i spadł. Jak przylecieliśmy, to pilot leżał pod płotem ośrodka „Odra” i palił się. Nie miał ani nóg, ani głowy. Pierwsi byliśmy. Dopiero później przyjechało wojsko. To był młody podporucznik. Miał się żenić. Samolot był z Siemirowic.

Marian Kosz

Godziny otwarcia

poniedziałek-czwartek 12-19
piątek 8-19
sobota 10-14

Kontakt

ul. 11 Listopada 5a [mapa]
84-360 Łeba
Tel. +48 059 8661723
Fax +48 059 8661723
NIP: 8411338650
Napisz do nas e-mail

Polub nas na Facebook'u Muzyka Kontakt Kontakt Kontakt